Nad dachami najbardziej odrapanych ruder warszawskich bujają już hamaki druciane, język potoczny — ku utrapieniu encyklopedystów krajowych — wzbogaca się codziennie: radjoamator i radjoaparat, radjosprzęt, a nawet radjozew, w każdym sklepiku niemal sprzedają słuchawki, lampki, kondensatory i szpulki. Każda kolacja proszona kończy się koncertem jazzbandu rzymskiego, „Rosenkavalierem“ z Lipska i nakręcaniem zegarka podług obserwatorjum w Greenwich. Gromadkę moich znajomych z kawiarni artystycznej ogarnęła z tego powodu panika. — Kiedyż ta epidemja wreszcie minie? — pytał mnie niedawno pewien, blady z przerażenia, muzyk, esteta i krytyk. — Wczoraj zwabiono mnie podstępnie do czcigodnego domu obywatelskiego. Po deserze nakładają mi na uszy dwa czarne talerzyki, spięte sprężyną, gospodarz obraca jakiś ciemny guzik przy żółtem pudle. „Niech pan słucha“ powiada „Fledermaus z Wiednia!“ Słucham — dwa złośliwe wichry, świst
Strona:Bruno Winawer - Boczna antena.djvu/73
Wygląd
Ta strona została przepisana.
(Technika i sztuka. — Radjo, Gutenberg, gramofon, kino, światopogląd helleński i przyszłość).