coraz sprężystsze, coraz szybsze wehikuły, człowiek współczesny toczy jakąś zażartą walkę z przestrzenią i odległością.
Jeżeli chodzi o popularne dziś rekordy, tośmy pobili dziś właściwie wszystkich współzawodników naturalnych. Technika nowoczesna zostawiła gdzieś za dystansem zdyszanego wyścigowca, długonogiego strusia, szybującego orła. Zabawne jest wprost (każda tragedja ma stronę śmieszną), że kula dzisiejszej armaty biegnie trzy razy prędzej od dźwięku — pocisk już trafił do celu, a dopiero w minutę potem nadbiegają spóźnione fale głosowe i anonsują donośnie, z wielkim hukiem: uwaga! ostrożnie! zaczynają strzelać!
Nie triumfujmy jednak przed czasem. Matka Natura może spoglądać z uśmiechem politowania na nasze skromne próbki i wysiłki. Ma w odwodzie takich sprinterów i stayerów, takich Nurmich i Rothertów, którym nigdy sprostać nie zdołamy. Dziwnym trafem należy do nich ta solidna, stara skorupa ziemska, ten nasz glob — zdawałoby się — taki poważny, stateczny, podtatusiały.
Wiemy oddawna, że w rocznym biegu naokoło świata ziemia ustaliła rekord — wprawdzie nie wszechświatowy, ale dość imponujący — odrabia w ciągu sekundy trzydzieści kilometrów, pędzi trzydzieści razy prędzej od pocisku „grubej Berty” i 240 razy szybciej od najdoskonalszego samolotu. Już sama myśl przyprawia człowieka o lekki zawrót głowy, a tu wciąż nowe szczegóły