struowana — fryga albo bąk, który obraca się 660 tysięcy razy w ciągu jednej minuty i, gdyby wynalazcom na tem zależało, mógłby świetnie 11 tysięcy razy na sekundę mrugać, otwierając i zamykając jakąś „techniczną powiekę“.
Naturalnie przeżyły się też oddawna, ulubione za czasów prababek i pradziadów „pęd huraganu, lot strzały“ i inne wichry albo ścigłe rumaki arabskie. Najszybszy koń biegnie zaledwie dwa razy prędzej od najszybszego człowieka i jest właściwie mizernym żółwiem w zestawieniu z dzisiejszym samolotem, który sunie z szybkością 448 kilometrów na godzinę albo, mówiąc językiem naukowym, z szybkością 123 metrów na sekundę, to znaczy 10 razy prędzej od najbardziej wiatronogich bachmatów arabskich.
Nie wspominajmy zresztą o środkach lokomocji, bo to jest temat dla warszawiaka trochę drażliwy. Obywatel tego miasta na każdym rogu ulicy czuje się, jak w muzeum historycznem, gdzie jakiś tajemniczy pedagog nieznany tłumaczy codziennie zebranym tłumom, na czem to właściwie polega rozwój cywilizacji. Najpierw, w zaraniu dziejów, był skromy piechur-przechodzeń, później ludzkość w krwawym trudzie oswoiła szkapę dorożkarską, potem zdobyliśmy tramwaj elektryczny, aż wreszcie zjawił się na świecie genjalny Diesel, stworzył mytor gazospalinowy i odtąd sypnęły się, jak z rogu obfitości: aeroplany, samochody... Warsztaty techniczne puszczają w śwat