z kosmosu wyłapują genjalny Hale z Mount Wilson, Lowell, W. H. Pickering, astronomowie po tamtej stronie oceanu. Nie mamy pieniędzy na subtelne siatki dyfrakcyjne, spektroskopy, interferometry i oddawna już Rowland, Michelson, Wood torują nowe drogi w optyce. Europejczyk z podziwem i zdumieniem, zaprawionem lekką dozą zazdrości, czyta o wielkiej podróży doktora C. G. Abbota, który w ciągu sześciu miesięcy zjeździł pół świata, robił doświadczenia na Saharze i na Synaju, w Beludżystanie i u Hotentotów, żeby znaleźć najdogodniejszy punkt na ziemi dla obserwacyj słonecznych. Głośna Smithsonian Institution podejrzewa bowiem, że insolacja — porcja ciepła, jaką słońce naszej skromnej planecie przysyła — jest zmienna i że to właśnie powoduje liczne zmiany w stanie pogody. Wybrano tedy — na zasadzie sprawozdań doktora Abbota — miejsce na tym globie, gdzie niebo jest najczystsze i tam — na Mount Brukkaros, w Afryce Południowej — dwaj uczeni pustelnicy osiedlą się na czas dłuższy. Będą przez trzy lata pyroheljometrem badali słońce — o siedem mil oddaleni nawet od samotnych sadyb hotentockich.
Jak widzimy, na całym prawie froncie wiedzy współczesnej Ameryka przystąpiła do wielkiej ofensywy. Nasi wczorajsi uczniowie dziś już są mistrzami, — w astronomji, fizyce, geologji, meteorologji zajęli najdalej wysunięte placówki
Strona:Bruno Winawer - Boczna antena.djvu/57
Wygląd
Ta strona została przepisana.