Przejdź do zawartości

Strona:Bruno Winawer - Boczna antena.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

barwnie jeden z kierowników wyprawy, Ralph Waldo Miner, w ostatnim zeszycie czasopisma „Scientific American“.
Bardzo żałuję, że dla łatwo zrozumiałych powodów nie mogę tu streścić, niestety, artykułu pana Minera ani dwudziestu innych referatów, zawartych w jednym tylko, przypadkowym numerze popularnego miesięcznika. Jest rzeczą wprost zdumiewającą, ile ta prozaiczna, praktyczna Ameryka wydaje dziś na cele utopijne, na naukę, na pracę w laboratorjach, na przyrządy, szkoły specjalne. Sam tylko wielki przemysł poświęca rocznie przeszło 35 miljonów dolarów na badania i studja. I pomyśleć, że nie chodzi tu wcale o filantropię. Prace laboratoryjne — jak wykazuje statystyka — opłacają się sowicie i trzeźwa Chamber of Commerce ocenia dochód, stały zysk roczny z tych — pozornie nierealnych, teoretycznych — rozważań, prób i eksperymentów na 500 miljonów.
Nam — w Europie — od takich cyfr w głowie się kręci. Poczynamy rozumieć powoli, dlaczego to nawet w dziedzinie czystej wiedzy, tu, gdzieśmy dotychczas byli najmocniejsi, gdzieśmy królowali i władali — rekordom amerykańskim sprostać już nie możemy. Nie stać nas na wielkie teleskopy, umieszczone na wyżynach i wycelowane w niebo bezobłoczne. Nasze obserwatorja zbudowaliśmy nieszczęśliwie w ludnych, zadymionych miastach, nie mamy funduszów na inne instalacje i teraz najciekawsze wiadomości