Przejdź do zawartości

Strona:Bruno Winawer - Boczna antena.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

barzyński nonsens, o ile tylko ma lat trzysta i dobrze spleśnieje, natychmiast staje się zabytkiem czcigodnym i pięknym. Jakaś dzika nienawiść do życia współczesnego drzemie w każdym Europejczyku.
Gdybyśmy — w nieszczęsnej Europie mieli Niagarę, tobyśmy jej tknąć nikomu nie pozwolili. Wzięlibyśmy kij pielgrzymi w rękę, podkulibyśmy buty i wędrowali, wsparci na alpensztoku do tych wodospadów z tęskną pieśnią na ustach, pocąc się i postękując. Amerykanie zbudowali już w roku 1906 Niagara Falls Power Co., kazali spadającej wodzie obracać turbiny, wykonywać pracę, wydobywają z tego źródła prąd elektryczny — około 2 miljonów kilowatów. Poczciwa Niagara oświetla teraz Buffalo, Jamestown, Rochester, Syrakuzy, kable i druty biegną od jeziora Ontario na odległość 450 kilometrów aż do Nowego Jorku. Ktoś zapala lampę w dalekiem wielomiljonowem mieście i nie przypuszcza nawet, że to majestatyczny wodospad tak dba o jego komfort. Skupiły się już przy dobroczznnej katarakcie zakłady przemysłowe, fabryki korzystają z taniej energji, powstało miasto Niagara Falls i sto tysięcy ludzi żyje z tego, że jakaś tam rzeka natrafiła na próg skalny.
Naturalnie esteci ze starego świata znowu będą zlekka obrażeni. Nie podobały im się również „koszarowe“ domy nowojorskie, długo kręcili nosem, wzruszali ramionami, — aż pewnego pięknego dnia ktoś odkrył nagle, że Manhattan