Przejdź do zawartości

Strona:Bruno Winawer - Boczna antena.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Powiedzmy to krótko i zwięźle: rotor Flettnera jest najdowcipniejszym chyba wynalazkiem naszego stulecia, więcej — jest dowodem najoczywistszym, że technika jest właściwie wszechmocna: w mgnieniu oka usuwa przeżytki, najbardziej uświęcone tradycją, w genjalny sposób tworzy nowe możliwości. Ów rotor to poprostu przewrót rewolucyjny w starem, poczciwem odwiecznem, romantycznem żeglarstwie. Jeżeli się zastanowimy przez chwilę poważniej nad tem, do czewłaściwie służy malowniczy żagiel, rozpięty na wichrze, dojdziemy do wniosku, że ta płachta przedziela powietrze na dwie strefy: taką, w której cząstki gazowe pod naporem wiatru się tłoczą, wywołując lokalne zgęszczenie, i taką — przed płachtą płócienną — gdzie ich jest chwilowo mniej. Wytwarza się z tego powodu różnica ciśnień i płachta a z nią razem łódka sunie przed siebie w błękitną dal. W laboratorjach fizycznych wiadomo oddawna, że zgęszczenia i rozrzedzenia cząstek w gazach wywoływać można w sposób znacznie ciekawszy: walec, puszczony w szybki ruch obrotowy, wytwarza w pewnych warunkach takie różnice ciśnień, że nawet świetne powietrzne pompy ssące udało się na tej zasadzie zbudować.

 Flettner wpadł na pomysł kapitalny i postanowił wirujący walec zastosować w żeglarstwie. Zamiast odwiecznych „hissuj! topżagiel! ściągaj! zwijaj!“, zamiast gromady ludzi, łażących po masztach, zdyszanych, zziajanych — ktoś naciska spokojnie