wygląda jeszcze zabawniej, niż w akustyce: widzimy właściwie tylko jedną oktawę kolorów albo tonów — od niebieskiego do czerwonego, ale w naturze jest jeszcze cały olbrzymi rozegrany fortepian, o którym doniedawna nie mieliśmy pojęcia: promienie ultrafioletowe, promienie rentgenowskie. Wiadomo naprzykład, że Roentgen dokonał swego wiekopomnego odkrycia przypadkowo. Eksperymentował ze znaną rurką Crookes’a i zauważył, że jakiś niesforny kryształek połyskuje mocno za każdym razem, ilekroć prądy elektryczne przez rurkę próżniową przechodzą. Dziś wiemy, że to właśnie głośne „promienie X“ zmuszały ów kryształ do świecenia, pod ich wpływem — jak mówią fizycy — fosforyzował.
Ale nie o promieniach X chcemy tu mówić, chociaż i o nich możnaby rozprawiać dość długo i szeroko, tylko o znacznie bardziej basowych tonach na fortepianie optycznym, o promieniach ultrafioletowych. Posiadają, jak to już zaznaczyliśmy, wielką energję chemiczną, zaczerniają klisze, zabarwiają skórę, wywołują fosforescencję, ale dziwnym trafem nie przechodzą przez zwykłe szkło, które w życiu codziennem przywykliśmy uważać za przezroczyste, przenikają zato niektóre inne substancje stałe, np. kwarc, o którym słownik słusznie powiada: „minerał pospolity, będący czystą krzemionką“. Żeby je tedy w większych ilościach z lampy rtęciowej wydobyć, trzeba było czekać na ten moment, kiedy się nauczymy wreszcie ową