Przejdź do zawartości

Strona:Bruno Winawer - Boczna antena.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.
(Dlaczego się opalamy? — Światło niewidzialne. — Fizyk w roli detektywa. — Pozdrowienia dla Barbary).

 Minęły dawno te czasy, kiedy to my, warszawiacy, należeliśmy do „bladych twarzy“ z powieści Coopera i Mayne Reida. Dziś mamy bronzowych Sjuksów od Lourse’a, czerwonoskórych Mohikanów „kresowych“ i Czypewajów z Ziemiańskiej. Jeżeli Sępie Oko z Mazowieckiej chce sprawić prawdziwą przyjemność Krwiożorczemu Krukowi z Wareckiej, zaczepia go na ulicy i woła:
 — Panie! Jak pan się opalił! Pan chyba wraca z Lido? Tylko włoskie słońce daje taki ton złotawy...

 Nie chciałbym potrącać o sprawy medyczne, ale zdaje mi się, że w tem zdaniu tkwi pewien nonsens. Włoskie słońce czy austrjackie — z naukowego punktu widzenia mamy tu do czynienia z fotochemją. Panna Ziuta i pan Dusiek czernieją mniej więcej dla tych samych powodów, co klisza i papier fotograficzny. Dzieje się to pod wpływem promieni najbardziej chemicznie aktywnych, promieni o krótkiej fali. Tych właśnie krótkich fal