Przejdź do zawartości

Strona:Bruno Winawer - Boczna antena.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Maxwell, doszedł w bardzo mądrem dziele do wniosku, że elektryczność — w pewnych warunkach — musi tworzyć fale w przestrzeni, że wybiega wdal, jak światło. Maxwell powiada w swej książce, że sam, niestety, nigdy w życiu udatnego eksperymentu fizycznego wykonać nie umiał. Wyręczył go w tem genjalny eksperymentator, H. Hertz. Postawił w dużem audytorjum na stole pewien dziecinnie śmieszny induktorek, puścił go w ruch i badał zapomocą drucika, który sobie sprytnie wygiął nakształt obręczy, co się też dzieje w przestrzeni, kiedy iskry strzelają w iskierniku. Po długich dniach mozolnej pracy znalazł dowód niezbity — fale elektryczne istnieją. Wielki fizyk poddał te fale badaniu, opisał, jak się załamują, odbijają, z jaką biegną prędkością, dorzucił do ksiąg wieczystych już nie nowy rozdział, ale nowy tom poprostu... Jeden tylko fakt z uśmiechem i nonszalancją genjalnego uczonego przemilczał. Mianowicie ten, że jego śmieszny induktorek był właściwie pierwszą na ziemi radjostacją nadawczą, a ów dziecinny, drżącemi rękami wygięty drucik — pierwszym na świecie detektorem albo odbiornikiem. Zastosowanie praktyczne wiekopomnego odkrycia pozostawił następcom — Marconiemu, Braunowi. Jego te rzeczy nie obchodziły. Nauka ma własne, wyższe cele.

 Kiedy dziś patrzę, jak anteny strzelają ze wszystkich dachów, balkonów i kominów, kiedy pomyślę, ile miljonów zgarniają towarzystwa rad-