czesnego. Dzisiaj — kiedy tylko technika i nauka wyleczyć nas może, zabliźnić nasze rany i dźwignąć steraną Europę z upadku.
Kiedy jedno z pism warszawskich powierzyło mi skromną tygodniową kronikę naukową — chwyciłem za pióro skwapliwie. Czerpałem wiadomości oburącz ze świetnego „Scentific American“, z francuskiej „Science et la Vie“, z niemieckiej „Umschau“, z angielskiej „Nature“ — a głównie z własnych wspomnień. Tak powstał ten szereg artykułów luźnych, tych biuletynów z wieczystego frontu.
Oddaję je dziś — na surowo — w wydaniu groszowem pod sąd czytającego ogółu. Wiem, że w dorywczej pracy dziennikarskiej to i owo pominąłem, to i owo opisałem źle i niewłaściwie. Ale zawsze lepsze to, niż głucha, przerażająca cisza!
Czekam na godniejszych następców, ściskam ich dłonie serdecznie.
Strona:Bruno Winawer - Boczna antena.djvu/13
Wygląd
Ta strona została przepisana.