Przejdź do zawartości

Strona:Bruno Winawer - Boczna antena.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

sować do obrazów filmowych. Usłyszymy nareszcie, jak mówi Douglas, Charlie Chaplin i ten przemiły, poważny, stateczny Buster Keaton.
Na dobrą sprawę słynny Taylor, twórca groźnego „systemu Tylora“, jest też poetą. Zdziwiłby się bardzo, gdyby mu to kto powiedział — bo co wspólnego, u licha, ma organizacja pracy z poezją? — a jednak... Wśród miljona zatroskanych, biegających, obłąkanych, zaharowanych, nieprzytomnych przechodniów, ten jeden znalazł chwilę czasu i przyjrzał się uważnie „po raz pierwszy“ pracy człowieka. Doszedł do wniosku, że z dwudziestu kilku gestów mularza, który dziś tak samo, jak przed wiekami, bierze cegłę, polewa ją wapnem, układa na murku i klepie kielnią — z dwudziestu dwóch gestów, powiadam, czternaście niema zupełnie sensu. Pracę mularza można uprościć, sprowadzić do siedmiu rękoczynów. Będzie się trzy razy mniej męczył i wykona robotę z łatwością trzy razy prędzej, jeżeli zachowa tylko ruchy celowe, niechybne, matematycznie niezbędne.
Ale nie mówmy o tayloryzmie w Warszawie. Jest to system trochę okrutny, twardy i — co najgorsza — zwiększa wydajność pracy. Nie można go więc zastosować ani u Lourse’a, ani w magistracie, ani w Teatrze Narodowym.