Strona:Bracia Grimm - Ubogi i Bogaty.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 5 —

— Pójdź w moje ubogie progi, zjedz z nami skromny posiłek i nie odchodź w tę noc ciemną i straszną — odezwał się głos cichy i serdeczny, — błogosławieństwem jesteś dla nas zmęczony wędrowcze.
Wszedł Stwórca do chatki litościwego człowieka a witany przez żonę gospodarza i zapraszany do stołu, usiadł na twardej nędzarzy ławce i czuł się szczęśliwy i przejęty wdzięcznością.
Gospodyni wydoiła kozę, aby trochę okrasić kartofle i postawiła przed wędrowcem, któremu to biedne pożywienie smakowało ogromnie, gdyż widział, że z serca mu dane i, że twarze obojga małżonków jaśniały szczęściem i zadowoleniem, iż mogą ugościć strudzonego i dać mu wypoczynek.
Po kolacji wywołała kobieta do kącika swego dobrego męża i poradziła aby ustąpić gościowi łóżka.
— Biedak to zdrożony, stary, niech więc położy się spać wygodnie, my możemy przespać się i na słomie.