Strona:Bracia Grimm - Jaś i Małgosia.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 4 —

o zajęcie — bieda więc była przerażająca.
Przyszedł taki dzień, że nie było ani okruszyny chleba ani kaszy i mąki w całym domu.
Co dadzą dzieciom, gdy te prosić zaczną o pożywienie?
Radzili, radzili w noc pewną, wreszcie uradzili zaprowadzić je do lasu, a gdy usną, odejść od nich i nie powracać.
— Bóg ulituje się nad nimi — szeptał wzruszony i zrozpaczony ojciec, — może znajdzie się ktoś litościwy, co przytuli biedne dzieciny i otoczy opieką i nie da im zaznać głodu, widać wola to Boża...
— Straszna to ostateczność, ale cóż począć?
Musimy to zrobić, gdyż patrzeć na śmierć głodową naszych dzieci, nie mielibyśmy siły.
Jak uradzili, tak zrobili.
Nazajutrz, gdy tylko słońce oświe-