Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szaniu dzieci do ręcznej pracy podczas pobytu w szkole. Inni przybywali osobiście zaprotestować przeciw temu, a większa część nowoprzybywających uczniów przynosiła z sobą listy, w których wyrażone było życzenie, ażeby nauka ograniczyła się wyłącznie do książek. Im więcej było tych książek, im były grubsze i z szumnemi tytułami, tembardziej byli zadowoleni uczniowie i rodzice.
Nie niepokoiłem się wcale temi protestami, ale nie omijając żadnej sposobności do wycieczek po całym stanie, przemawiałem do ludu i usiłowałem przekonywać rodziców o konieczności nauczania rzemiosł. Przekonywałem także uczniów i pomimo niepopularności ręcznej pracy, szkoła rozwijała się coraz lepiej, a pod koniec drugiego roku mieliśmy już stu pięćdziesięciu uczniów rodem ze stanu Alabama i sąsiednich.
W r. 1882, w lecie, miss Davidson i ja wyjechaliśmy na Północ, dla zebrania funduszów, potrzebnych do wykończenia nowych budynków. Po drodze zatrzymałem się w Nowym-Jorku po listy polecające od człowieka wpływowego, z którym zapoznałem się przed kilku laty. Nietylko że odmówił mi on listów polecających, ale namawiał usilnie do powrotu do domu, po pewny był, że nie powiodą się wszelkie starania o pieniądze i że zaledwie zbiorę tyle, ile potrzeba będzie na powrotną podróż. Podziękowałem mu za radę, ale pojechałem dalej.
Zatrzymałem się na początek w Northampton (Massachusetts), gdzie przepędziłem pół dnia, szukając rodziny murzyńskiej, któraby mnie zechciała przyjąć do siebie, bo sądziłem, że hotele, jak dawniej, zamkną mi drzwi przed nosem. Zadziwiłem się bardzo, gdy mi powiedziano, że nie będę miał żadnej trudności z umieszczeniem się w hotelu.
Udało mi się szczęśliwie zebrać tyle pieniędzy iż w „Dzień Dziękczynny“ tegoż roku mogliśmy odprawić pierwsze nabożeństwo w kaplicy Porter Hallu,