Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Narodzenia i dzień Dziękczynny[1], spełniając w te dni czyny miłosierdzia i dobroczynności względem nieszczęśliwych. Przytoczę tu dla przykładu niektóre z nich, jak np. odbudowanie w wolnych chwilach przez uczniów naszej szkoły domostwa biednej, starej, niedołężnej murzynki. Innym razem głosiłem wieczorem w kaplicy, że jeden z naszych uczniów ziębnie z braku ciepłego ubrania. Nazajutrz rano przysłano mi dwa ubrania dla niego.
Wspomniałem już o przyjaznem usposobieniu białych w Tuskegee i w okolicach dla budującej się szkoły. Pragnieniem mojem było, ażeby istotnie szkoła ta należała do gminy, w której była położona. Nie chciałem, ażeby patrząc na nią, ludzie miejscowi uważali ją za instytucyę obcą, która wyrosła wśród nich nagle, jakby za pomocą czarów i nie mając z nimi żadnej wspólności, nic ich nie obchodzi.
Udział, jaki mieli przy nabyciu gruntu dla szkoły, obudził w nich uczucie, że ta szkoła w znacznej części należy i do nich. Zauważyłem, że zachowanie się białych stawało się coraz przyjaźniejsze, gdy daliśmy im do zrozumienia, że lubo mamy przyjaciół w Bostonie, dbamy bardzo o przyjaźń białych z Tuskegee, i pragniemy, ażeby nasza szkoła mogła oddać rzeczywiste usługi wszystkim.
Dodam na tem miejscu — co się okaże z dalszego ciągu opowiadania — że o ile wiem, zakład w Tuskegee nie ma obecnie lepszych i gorliwszych przyjaciół w białych mieszkańcach tego miasta, niż stan Alabama i wszystkie Stany Południowe.

Od samego początku zalecałem naszym uczniom, ażeby zaznajamiali się ze wszystkimi sąsiadami bez względu na barwę ich skóry, i postępowali

  1. Święto obchodzone w całej Ameryce w ostatni czwartek listopada (P. tł.).