Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Myślę, że będziemy mogli przyjąć cię do zakładu.
Byłem najszczęśliwszą istotą na ziemi. Mój egzamin przy wejściu do szkoły ograniczył się do zamiatania i chyba żaden ze studentów, wstępujących do uniwersytetu w Havvardzie lub Yale, nie wyniósł z egzaminu większego zadowolenia odemnie. Od tej pory nieraz zdawałem egzamina, ale nigdy lepiej jak wtedy.
Takie próby musiałem przejść wchodząc do szkoły w Hamptonie. Niewiela chyba ludzi spotkało równie ciężkie doświadczenie; jednakowoż w tej epoce było wielu młodych chłopców, którzy przybywali do Hamptonu lub innych zakładów po zwalczeniu podobnych jak moje trudności. Dziewczęta i chłopcy zarówno, mieli silne postanowienie uczenia się, bez względu na trudności.
Moja próba zamiatania sali, utorowała mi drogę do ukończenia nauk w Hamptonie. Miss Mary F. Mackie, nadzorczyni, dała mi miejsce odźwiernego. Przyjąłem je jak najchętniej, bo mogłem w ten sposób opłacić szkołę moim zarobkiem. Zajęcie było ciężkie i niewolnicze, ale jednak wytrwałem. Musiałem nadzorować dużo klas i trzeba było pracować długo w nocy, a wstawać o czwartej rano, żeby ponapalać w piecach i miać chwilę na przejrzenie lekcyi. Przez cały czas pobytu w Hamptonie i później, po wyjściu ze szkoły, miss Mary F. Mackie była jedną z najwierniejszych i najlepszych moich przyjaciółek. Jej rady i zachęty podtrzymywały mnie w najsmutniejszych chwilach.
Wspomniałem już, jakie wrażenie uczynił na mnie widok gmachu i całego zakładu w Hamptonie, ale nie mówiłem dotąd o wrażeniu silniejszem jeszcze i trwalszem, jakie uczynił na mnie widok wielkiego człowieka, najszlachetniejszego i najznakomitszego, jakiego zdarzyło mi się spotkać w mojem życiu. Chcę mówić o generale Samuelu C. Armstrongu.