Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


we i wielkie współzawodnictwo na polu przemysłu nauczyły ich robić wszystko wykwintniej i oszczędniej. Ale z czasem i my nauczymy się tego. Pod względem prawdomówności i poczucia honoru przeciętny Francuz nie góruje nad murzynem; w łagodności zaś i litości względem zwierząt ustępuje mu z pewnością. Wyjeżdżałem z Francyi z większą otuchą co do przyszłości murzynów, niż miałem ją dotąd.
Z Paryża pojechaliśmy do Londynu; było to w lipcu, w całej pełni sezonu londyńskiego. Parlament odbywał posiedzenia i odbywało się mnóstwo zabaw. Zaopatrzeni byliśmy w listy polecające i od pierwszych dni byliśmy zmuszeni zaproszeniami i propozycyami przemawiania na rozmaitych zgromadzieniach. Większą część zaproszeń zmuszeni byliśmy odrzucić, gdyż potrzebowałem bardzo wypoczynku. Wielebny dr. Brooke Herford i jego żona, których poznaliśmy w Bostonie, uradzili razem z posłem Stanów Zjednoczonych, J. Choatem, zebranie w Esse Hall. Było na niem dużo osób, członkowie parlamentu i t. p. Przemowę posła i streszczenie mojej mowy powtórzyły wszystkie dzienniki amerykańskie i angielskie. U państwa Herford na wieczorze poznaliśmy najlepsze towarzystwo angielskie, a przez cały czas pobytu w Londynie doznawaliśmy nieustannej uprzejmości ze strony posła amerykańskiego. W jego domu poznaliśmy Marka Twaina.

W Birminghamie przyjmował nas u siebie pan Józef Sturge, którego ojciec był jednym z najznakomitszych abolicyonistów[1], przyjacielem Whittiera i Garrisona. Abolucyoniści angielscy, których poznaliśmy, nie mieli dość słów na pochwałę tych dwóch mężów amerykańskich. Do tej pory nie rozumiałem, do jakiego stopnia abolucyoniści angielscy zajmo-

  1. Przeciwników niewolnictwa.