Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zaczpnego słowa. Przeciwnie, oddałem sprawiedliwość Południowcom za wszystko dobre, które czynią. Jedna z białych kobiet, nauczycielka kolegium w Tuskegee, ogłosiła w dziennikach list, w którym wyrażała zadziwienie i zadowolenie z tego, że oddałem hołd białym z Tuskegee za udział, jaki wzięli w założeniu i trudnych początkach naszej szkoły. Mowa w Madeson była pierwszą, w której poruszyłem kwestyę rasy. Słuchacze pochwalali moje słowa i stanowisko, jakie zająłem.
Po przybyciu do Tuskegee postanowiłem osiąść tam na stałe i brać udział w radościach i upokorzeniach za wszystko, co się tam zdziała dobrego lub złego, z tego samego tytułu, jaki mają biali go tego współudziału. Postanowiłem nie mówić nigdy na Północy tego, czego nie chciałbym powtórzyć na Południu. Zrozumiałem oddawna, że trudno jest nawrócić ludzi zniewagami i że łatwiej tego dokonać, chwaląc ich za dobre czyny, niż wytykając błędy.
Postępując według tej zasady, nie omieszkałem jednak wykazać wyraźnie błędów, jakich się kiedykolwiek dopuścili Południowcy. Zauważyłem że wielu tamtejszych obywateli przyjmuje chętnie krytykę szczerą i uczciwą. Ale wogóle miejscem do krytyki Południa — jeśli zasługuje ono na krytykę — jest tylko Południe, a nie Boston. Obywatel Bostonu, któryby przyjechał bo Alabamy, żeby wygłosić tam krytykę Bostonu, nie zrobiłby tyle dobrego, co ten, któryby tę samą krytykę wygłosił w Bostonie.
W mojej mowie w Madeson wyraziłem zdanie, że najlepszą polityką jest zbliżanie obu ras wszelkiemi uczciwemi sposobami i zachęcanie do przyjaznych stosunków, zamiast rozżarzania niechęci. Twierdziłem również, że murzyni w głosowaniu nauczą się mieć więcej na względzie dobro gminy, w której mieszkają, niż chęć przypodobania się komuś,