Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nów. Wybrałem się do niego do Richuwudu (Wirginis), gdzie wtedy mieszkał. Słyszałem o nim dużo. Zbliżyłem się ze drżeniem, bo byłem bardzo młody i niedoświadczony. Przyjął mnie bardzo serdecznie, wziął za rękę i mówił tak zachęcająco, dawał tak dobre rady, że uczynił na mnie wrażenie człowieka, którego jedynym celem w życiu jest praca dla dobra ludzkości.
Pana M. Morvisa K. Jesupa, skarbnika fundacyi Slatera, przytaczam tu jako wyjątek, bo nie zdarzyło mi się mieć do czynienia z człowiekiem równie hojnie szafującym swoim czasem, pieniędzmi i umysłowemi zasobami dla kwestyi murzyńskiej, pomimo rozlicznych innych obowiązków. Jemu to w znacznej części zawdzięczamy, że przez ostatnie lata nauka rzemiosł mogła się rozwinąć na tak dużą skalę i że zajęła to miejsce, jakie obecnie jej dano.




ROZDZIAŁ XIII.
TRZY TYSIĄCE KILOMETRÓW I MOWA PIĘCIOMINUTOWA.


Wkrótce po otwarciu internatu zgłosiła się z prośbą o przyjęcie do zakładu znaczna liczba uczniów zdolnych, lecz tak ubogich, że nie byliw stanie opłacać kosztów nauki. Uczniowie byli obojej płci. Przykro było im odmawiać; dlatego w r. 1884 urządziliśmy dla znacznej ich części kursa wieczorowe.
Zostały one urządzone według planu podobnego do kursów w Hamptonie, które pomagałem urządzać. Na początek dostaliśmy dwunastu uczniów. Przyjmowaliśmy ich do szkoły wieczornej, jeżeli nie mieli pieniędzy na opłacenie wykładów dziennych. Za to wymagaliśmy od nich dziesięciogodzinnej pra-