Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pieniędzy od ludzi bogatych nie usposabia ich bynajmniej do ofiarności. Wychodzę zawsze z tego założenia, że ludzie, którzy potrafili zrobić majątek, muszą też mieć i rozum potrzebny do zarządzania tym majątkiem. Według mnie, najlepszym sposobem zainteresowania ich jakąś sprawą, jest przedstawienie samych faktów z prostotą i godnością. Daje to zawsze lepsze wyniki niż żebranina.
Pomimo, że uciążliwe, nieprzyjemne i wyczerpujące nawet pod względem zdrowia jest to chodzenie od domu do domu, ma jednak i swoje strony dodatnie. Ma się sposobność zapoznania z dzielnymi ludźmi: powiedziałbym nawet, że z najzacniejszymi i najbardziej wpływowymi w społeczeństwie są ci, którzy interesują się zakładami, mającemi na celu ulepszanie świata.
Pewnego dnia w Bostonie wybrałem się do osoby bardzo bogatej. Wprowadzono mnie do przedpokoju, gdzie się zatrzymałem, posławszy bilet. Tymczasem nadchodzi mąż tej osoby, zastaje mnie i pyta szorstko, jaki mam interes. Zaledwie objaśniłem go o celu przybycia, zaczął odzywać się tak grubiańsko i z taką gwałtownością, że wyszedłem, nie czekając na odpowiedź pani. Poszedłem dalej i udałem się do człowieka, który mnie przyjął bardzo serdecznie. Podpisał czek na znaczną sumę i nie czekając na podziękowanie, powiedział:
— Jestem bardzo wdzięczny, panie Washington, że dałeś mi sposobność do przysłużenia się dobrej sprawie. Jest to prawdziwe szczęście przyłożyć się do tego dzieła; jesteśmy pańskimi dłużnikami za to, że wyręczasz nas w pracy,
Utrzymuję z całem przekonaniem, opartem na doświadczeniu, że ludzie pierwszej kategoryi są coraz rzadsi, a drugiej coraz liczniejsi, co dowodzi, że bogacze zaczynają coraz częściej uważać tych, którzy przychodzą prosić o składki na cele dobroczynne, za swoich wyręczycieli, nie za żebraków.
W Bostonie rzadko mi się zdarzało podczas