Strona:Bolesław Londyński - Jelonek.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Usłyszawszy jakieś niezwykłe ożywienie w lesie, jelonek przeląkł się i posłuszny niejako czyjejś obcej woli, zaczął się wyrywać w tę stronę, z której dochodził gwar i hałas.
Zosia nie puszczała go zrazu, ale potem widząc, że nie jest w stanie opierać mu się dłużej, zdjęła podwiązkę i rzekła prawie że z gniewem:
— Jeżeli już tak koniecznie chcesz tam lecieć, to cię puszczę, tylko nie