Strona:Bolesław Londyński - Historja małej Nefry i jej ulubieńca Pepa.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szczepy drzew owocowych i rozgałęzienia krzewów pachnących, jaśminów, kozich powojów, mimozy, których aromaty lekki wiatr rozpościerał aż po sam środek wspaniałego miasta.
Z okolic portów, z rzek i jezior, przybywali marynarze, zwożąc olbrzymie bogactwa, cenne towary, ze wszystkich kątów znanego świata: materje z Indji, zęby słoniowe, wina i frukty z Grecji i wysp, skórę i futra z kraju Scytów, z północno—wschodniej Europy; cienkie maty, sparterjami zwane i safjan z ziemi Rusz w zachodnim Sudanie, zwożono na grzbietach wielblądów, przez odległe puszcze.
W ulicach, na placach, na rozstajniach, azjatyccy żeglarze, greckie tancerki, asyryjscy żonglerzy, popisywali się talentami swemi za kilka krążków miedzi i wróżyli tym, którzy pragnęli przeniknąć swoje przeznaczenie.
Widziano Hiperboreaszów, ludzi północy, o bladych twarzach o nizkich