Strona:Bolesław Londyński - Czapka-niewidka.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bracia podróżni, zasiadłszy w szklannej karecie, zaprzężonej w prześliczne konie, pojechali oglądać państwo podziemne Zielonej Góry ze wszystkiem, co tylko było tam godnego widzenia: srebrne lilje, złote słoneczniki i miedziane róże.
Po powrocie z wesołej przejażdżki, chłopiec oświadczył właścicielowi czapki niewidki nowe swoje wymagania, które polegały na tem, ażeby mu dano naprzód napój z traw leczniczych, mający własność tłumienia gniewu i rozdraźnienia starego młynarza. Powtóre, bogate wiano dla siostry i po trzecie, kilka szklanych karet, naładowanych srebrem, złotem i klejnotami.
Karzełki, widząc, że żądania chytrego malca nie będą miały końca, gotowi byli się rozpłakać, ale on nastraszył ich, powiedziawszy, że przy najmniejszym oporze uda się na powierzchnię ziemi, przywiezie z tamtąd olbrzymią ilość żab, które skieruje następnie na nich. Przy wyrazie „żaba“ karzełki, wszyscy jak je-