Strona:Bolesław Londyński - Błędny ognik.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A ze skarbem łączyło się w nich wyobrażenie czegoś tajemniczego, cudownego i strasznego.
— Skarb! — wyszeptały ich nawpół otwarte usteczka.

— Tak, skarb! i wiecie, postanowiłam, że musimy go znaleźć koniecznie, dodała Stefcia tonem niedopuszczalnym zaprzeczenia.
Stefcia była najstarszą w rodzinie, ogólną faworytką, pieszczoszką, i korzy-