Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ściłbym go wśród czerwonych na miejscu najskrajniejszem, pomiędzy najradykalniejszymi, tam, gdzie zasiadłby Caseria, Luccheni, Bresci, Czołgosz: mordercy z zasady, przekonania i zawodu. Tam pomiędzy nimi znaleśćby się powinien i on, bluźnierca szalony, który w zapędzie obłąkania chełpić się ośmielił, że zamordował P. Boga.
On ich wszystkich przewyższył.


Luźne uwagi.


Takim był człowiek, powtarzam, któremu cała nowoczesna Europa wystawiła patent myśliciela wielkiego i wielkiego filozofa.
Tymczasem nic w nim innego podziwienia znaleść nie można, jak tylko niesłychaną zuchwałość myśli i słowa, których niebywałe dziwactwo wprowadza w zdumienie.
Jeżeli to szalone i bezbrzeżne zuchwalstwo, zaprawione błyskającymi tu i owdzie a żywszemi ognikami chorobliwego umysłu, wystarczyć mogło do zrobienia mu sławy w dzisiejszym świecie inteligentnym, to przyznać trzeba, że ten świat stał się strasznie płytkim, — nie szuka myśli, ale zadawalnia się formą, — nie szuka tego, co istotne, ale co podrzędne, — nie światła, ale połysku ogników błędnych i fajerwerków. Trudno o lepszy, namacalniejszy dowód, jak nisko upadła dziś nauka myślenia czyli filozofia mimo postępu nauk przyrodniczych i ścisłych.