Strona:Bogumił Aspis - Sen odrodzenia.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Że nie to Mądrość, co w jéj chodzi szacie,
Przybrana przez was w birety i w togi...
Że nie to wielkie, co przez was wzniesione
I nie to małe, co przez was wyklęte;
Co wy święcicie to nie zawsze święte,
Choć nawet głosem Proroków stwierdzone!
Że często błąd wasz wart właśnie — ołtarza
Ten, co go sądzi, wart iść — w miejsce kary;
Że berła wasze, trony i tyary
Niegodne często — łachmanów nędzarza.
Raczéj, że wszystko, co jest w tym tu świecie:
Lachman i — tyara, występki i — cnoty,
By być, czém wasze je zowią... szwargoty,
Muszą poczekać na co... wy nie wiecie!...
I że to piekło, co mi się wyśniło,
Słyszycie? piekło! — tego piekła niéma...
Bo Bóg sam tylko rząd nad światem trzyma
I co jest tutaj, On chce sam, by było.
Śmiejcie się! rzućcie na mnie kamieniami!
Ba! — ja wam jeszcze powiem z pod kamieni,
Żeście wy sami nie wszyscy zrodzeni
Ludźmi... choć ciało bliźnięctwem was mami —