Strona:Bogumił Aspis - Sen odrodzenia.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wróć tu, gdzie zawsze będę cię czekała
I pod mą rękę podstaw swoje rany;
I powiedz, czém chcesz miejsca bolejące
Wyleczyć wtedy... czy-ć dość, czy-ć za mało
Snu, którym wówczas uśpię twoje ciało,
W którym ci szczęścia wskażę wreszcie słońce..
Powiedz!... A jeśli, stojąc tak ot blisko,
Jak teraz przy mnie, — zechcesz mi z objęcia
Uciekać jeszcze i, na me zaklęcia
Nie przejdziesz zrazu w Wieczności ognisko,
W ton świt, nad wyż tam.. dłoń błogosławiący,
Co-ć wwiodła w życie, zrobiła człowiekiem, —
To-ś ty nie karmion chyba matki mlékiem
I jam nie Prawda, tylko — Fałsz żyjący!!...”

I gdy to rzekła, — jak cień w tarczy słońca,
Co prędzéj niknie niż jawia się oku,
Zniknęła znowu w ognistym obłoku,
Coraz i coraz żywszym blaskiem lśniąca.
A ja w Jéj cudną postać zapatrzony,
Myśląc, że w Niej się sam Bóg do mnie śmieje,