Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


się do Ofelji, — że inaczej nie można sobie z nimi dać rady. Pozwólmy tylko sługom kaprysić wedle ich woli, skarżyć się na lada dzieciństwo, to zupełnie zatrują nam życie. Uważam za powinność cierpieć w milczeniu... i cierpię.
Pan Saint-Clare spojrzał na pannę Ofelję i dostrzegł w jej dużych oczach tyle niedowierzania i zdziwienia, że nie mogąc się dłużej powstrzymać, rozśmiał się w głos.
— Saint-Clare zawsze się śmieje, skoro tylko wspomnę o mych udręczeniach, — rzekła Marja bolesnym głosem: i przycisnęła chustkę do oczu — daj Boże, ażeby tego kiedy nie pożałował.
Nastąpiło ogólne milczenie. Nareszcie pan Saint-Clare wstał z krzesła i spojrzawszy na zegarek, rzekł, że ma interes do miasta. Ewunia pobiegła cichutko za nim; pani Ofelja pozostała sama z Marją.
— Otóż Saint-Clare zawsze taki, jak dzisiaj, — rzekła Marja, odejmując ze złością chustkę od oczu, widząc że maż już wyszedł. Nie może, nie chce zrozumieć, ile ja cierpię, ile wycierpiałam. Gdybym się przynajmniej liczyła do rzędu tych, co skwierczą dla lada lichego powodu, byłaby jakaś przyczyna do podobnego ze mną postępowania! Bez wątpienia, że dla mężczyzn przykrą jest żona, która wiecznie płacze, wiecznie narzeka. Lecz z zaparciem się siebie samej, znosiłam wszystko; aż na koniec mąż mój nabył przekonania, że mogę wszystko znosić.
Panna Ofelja nie wiedziała, co na to odpowiedzieć.
Przecież, zanim się namyślała, coby odpowiedzieć, Marja, pomału otarła łzy, poprawiła ubiór, jak synogarlica swe pióra po deszczu, i zwróciła się do swej krewnej z pełnemi żywości i swobody wyrazami, mówiąc o sprzętach stołowych, o bieliźnie, śpiżarni i innych szczegółach domowej gospodarki, co wszystko wskutek zobopólnej umowy miało przejść w zawiadywanie panny Ofelji; obsypała ją takim gradem nauczek, przestrog i poleceń wszelkiego rodzaju, że kto inny na miejscu Ofelji, mniej rozsądny, samby nie wiedział, co się z nim dzieje.
— Teraz — mówiła dalej Marja — zdaje mi się, że wiesz pani już wszystko o co chodzi, i gdy przyjdzie dla mnie znowu czarna chwila, sądzę, że będziesz mogła dać sobie radę beze mnie. Pozostaje mi tylko powiedzieć jeszcze słówko o Ewuni: nad nią potrzeba pilnego dozoru.
— Mnie się zdaje, — rzekła panna Ofelja, — że Ewunia jest bardzo dobrem dzieckiem. Nie zdarzało mi się widzieć tak milutkiej dzieweczki.
— Ale ma dużo przywar, — rzekła matka, — bardzo dużo; zupełnie niepodobna do mnie, całkiem niepodobna, — wymówiła z westchnieniem, jak gdyby w samej rzeczy było nad czem ubolewać.
— I Bogu dzięki za to! — pomyślała w duchu panna Ofelja, ale będąc rozsądną, wolała milczeć.
— Ewunia przestaje z chęcią ze sługami; w ogólności nie miałabym nic przeciw temu; ja sama nawet w dzieciństwie bawiłam się z służebnemi mego ojca, i nic mi się nie stało. Ale Ewunia bawi się z niemi jak z równemi sobie: jest w niej coś dziwnego, czego pojąć nie mogę. Trudno mi odzwyczaić ją od tego dziwactwa; a Saint-Clare, zdaje mi