Strona:Biblioteczka Uniwersytetów Ludowych 28.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.





KSIĄDZ MAREK.




Co też to się dzieje na świecie! Już cierpliwości nie staje patrzeć na czyny ludzkie, a słyszeć ich gadania. Takie zapomnienie o Bogu, taka obojętność dla jego praw! jakby jego nauka była tylko dowcipnym wymysłem, bynajmniej nie obowiązującym. Oj! rozumni ludzie, rozumni ludzie! ciężko Panu Bogu odpowiecie, że tak świetne dary, coście otrzymali z Jego łaski, naprzeciw Niemu obracacie, gorsząc tylu półgłówków, którzy przez was się bałamucą tylko; a najczęściej z obawy, by za głupców nie uchodzić, wolą potakiwać waszej lekkomyślności, niż się trzymać tego, czego ich wiara nauczyła i co ludzie istotnie wielcy i rozumni miłowali, że wszystko zań gotowi byli poświęcać.
Toć to szaleńców, coby istotności Bogu zaprzeczali, niewiele; ale mnóstwo takich między tymi niby mędrcami, co, lubo dowodzą Jego bytu, tak Mu działalność i potęgę okrawują, że na jedno wychodzi, jakby mówili, że Jego niema.
Wedle nich cuda są urojenia ciemnoty. Bóg, raz porządek ustawiwszy, tego nie odmieni; módl się sto razy na dzień, czego swoim rozumem i pracą nie dostaniesz, tego nie wymodlisz. Święci to byli