Przejdź do zawartości

Strona:Biblioteczka Uniwersytetów Ludowych 24.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

likach pełno było gałganków, około których dziewczę chodziło z wielkim zajęciem.
 — Dobrze to jest być młodszą siostrą — odezwałem się wesoło — pani teraz nabierzesz doświadczenia i około własnej wyprawy będziesz już doskonale wiedziała, jak chodzić.
 Dziewczę spojrzało mi w oczy dziwnie i głową potrzęsło.
 — Gdzie to tam jeszcze do mojej wyprawy — rzekła — ktoby się o mnie starał!
 — Skądże takie zwątpienie? — spytałem.
 — Wcale nie zwątpienie, albo mi to pilno! — odezwała się Lorcia — albo mi to tu źle, przy babci, matce i wujaszku.
 Uśmiechnęła się z dygiem.
 — Dziękuję za wujaszka — rzekłem — ale ten nie powinien wchodzić w rachunek, bo fałszywy, a wszystko, co fałszywe na świecie, musi kiedyś iść precz.
 Lorcia głową potrząsała ciągle.
 — Przestawszy być wujaszkiem, zniknę ze sceny i będę tylko przypomnieniem nudnem jakiegoś intruza.
 — Pan się koniecznie domaga komplementu? — szepnęła.
 — A! od tego niech mnie Pan Bóg uchowa! — przerwałem.
 — Źle się wyraziłam — poprawiła się Lorcia — to, cobym powiedziała, inaczejby się nazwać powinno. Myśmy wiele panu winni.

 — Ja państwu także i, obliczywszy się, byłbym w długu — odezwałem się.