Strona:Bajka o człowieku szczęśliwym.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


obelisk i cztery granitowe lwy około niego... Kocham ten plac; jest najpiękniejszy ze wszystkich, jakie w życiu widziałem. Po obu bokach potężnej Porta del Popolo dwa kościoły — jeden z nich umiłowany niegdyś Juljusza II. — dwa kopułami nakryte kościoły między rozbiegającemi się po przeciwległej stronie trzema ulicami. Od wschodu i zachodu zatacza się mur ogromnymi półkręgami, — po jednej stronie nad murem dziwnie piękne, czarne pinje i widna z dala kopuła świętego Piotra, po drugiej piętrzą się, marmurowych posągów, palm i cyprysów pełne tarasy ogrodów na Monte Pincio.
Pełno tam teraz przed zachodem słońca — w palmowych i kwietnych na Monte Pincio ogrodach. Powozy wytworne długim szeregiem stromą drogą wjeżdżają, — nad kamienną barjerą najwyższej terasy widzę zdołu tłum strojnych kobiet, do barwnych motyli w słońcu pod ciemnemi i zachodem pozłacanemi drzewami podobnych.
Za bramą del Popolo, w parku willi Borghese, pusto jest zato prawie zupełnie. Zresztą na ogromnej, pinjami, wawrzynem i wiecznie zielonymi dębami zarosłej przestrzeni giną i liczni nawet przechodnie. Błądzę alejami, na które gęsto opadł zżółkły liść szlachetnych kasztanów