Strona:Bajka o człowieku szczęśliwym.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że tutaj tych ruin, tak smutnych, nie rosłyby cyprysy na gruzach złotych domów na Palatynie, nie padłyby były w proch potężnych bazylik sklepienia, ani z wyłupanych u ścian Koloseum głazów, z kradzionych pomnikom marmurów nie stawianoby owych pałaców, kopuł, kościołów...
Spojrzałem poza siebie: z wązkiego przejścia między murami ponad sadzawką świętą Juturny patrzy na mnie zionąca, na wzrost cyklopów mierzona brama Bibljoteki Augusta — czy też przedsionka z Palatynu aż tu spadających pałaców Kalliguli? — a przez nią wyzierają tajemnicze, aż groźne w pierwotnej prostocie i surowości freski kościoła Santa Maria Antica, w ruinę ongi wbudowanego i z kolei opuszczonego już także od wieków. Wykopano go z pod ziemi, z pod gruzów sypiącego się nań z góry Tyberjuszowego pałacu, z pod rozburzonego kościołka Matki Bożej Zbawicielki, który stanął na miejscu dawnej, zasypanej i zapomnianej świątyni... Idę dalej.
Na Via Sacra zielenią się wawrzyny, operlone rosą, kwiatów trocha kwitnie wśród murawy, modrych i czerwonych, a ze stoków Palatynu zwieszają się palmy, agawy i pomarańcze.