— Baczmyż pilnie, — rzekł Joringiel — by nie podejść zbyt blisko zamku czarownicy.
Był dzień piękny, słoneczny, ciepły, a na buku siedziała turkawka, gruchając żałośnie.
Śpiew ten rozczulił Jorindę aż do płaczu, Joringiel pocieszał ją i szli tak, aż nagle spostrzegli z przerażeniem, że zabłądzili. Nie wiedząc, którędy wracać, chodzili po lesie, aż do zachodu, a gdy słońce zaczęło kryć się za góry, zobaczył Joringiel poprzez gałęzie drzew stare mury zamku czarownicy.
Zdjęty przerażeniem stanął i nie mógł się ruszyć. Tymczasem Jorinda zaczęła śpiewać:
— Turkaweczko, śliczne ptaszę,
Kiedy będą gody nasze?
Ćwir! Ćwir! Ćwir!
Joringiel spojrzał zdziwiony tym zakończeniem śpiewu i zobaczył, że Jorinda przemienioną została w słowika, a woko-
Strona:Baba Jaga oraz inne bajki.pdf/69
Wygląd
Ta strona została przepisana.