Strona:Baba Jaga.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 6 —

cóż? jestem biedna sierotka, sama jedna na świecie... Któż mi dopomoże? Kto mnie obroni i ukoi w smutku? Któż mi choć radą dobrą usłuży?
CZAROWNICA. (budzi się). A! a! a! Gdzie moja pieczeń? Może uciekła? Al a! a! Jesteś? Dobrze... dobrze! Trzeba tylko, żebyś była trochę tłuściejsza... Lubię tłustą pieczeń... Czego stoisz? bierz się do roboty, leniuchu!
JAGUSIA. Co mam robić, proszę pani?
CZAROWNICA. Sprzątnąć, uczesać mnie...
JAGUSIA. Ależ pani nie ma wcale włosów!
CZAROWNICA. Coo? Ja nie mam włosów? Nie widzisz, jaką mam szope włosów na czubku głowy? Zabieraj się do czesania! Mam zamiar złożyć wizytę memu przyjacielowi wężowi... Grzebień na kominie...
JAGUSIA. I jak tu czesać nic?
CZAROWNICA. Spleść mi warkocz z tych włosów!
JAGUSIA. (bierze trzy jedyne włosy czarownicy.) To mi będzie warkocz! (wybucha śmiechem.)
CZAROWNICA. (zrywa się.) A to co? (chce ją uderzyć.)
JAGUSIA. (biega koło stołu, czarownica goni.) Już śmiać się nie będę! Niech pani siada.
CZAROWNICA. Gdyby nie to, że jesteś moją pieczenią, zamieniłabym cię w małpkę... Dalej, do roboty!