Strona:Baśń o szklanej górze.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   6   —

ka wciąż płakała i smuciła się, że dziaduś stary nigdy nic wesołego nie mówił, przeciwnie, oczy jego od starości zbielałe, nieraz łzą gorzką zasnuwały się.
Nie mógł Jasio zrozumieć, jak można nie wiedzieć gdzie taki rycerz, jak jego ojciec, znajduje się, to też pytał wciąż to dziadusia, to matki. Ta opowiadała mu zawsze: — Ach! biada nam, biada! odleciało od nas szczęście i widocznie nie powróci już do nas!.. I zalewała się gorzkiemi łzami.
Posłyszawszy o szczęściu, które od nich odbiegło, Jaś wypytywał raz dziadusia, co to jest szczęście i gdzie je znaleźć można.
Odpowiedział mu dziadek z westchnieniem, że gdzieś za górami i lasami wznosi się pałac szklany wysoki, aż do obłoków sięgający, a w nim mieszka