Strona:Baśń o szklanej górze.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   17   —

mała chateczka, tam mieszka uczony bardzo staruszek, poprosisz go o leki dla mnie, a będę uzdrowiony... Ale, jakżeż ty pójdziesz? Ubranie twe w strzępach całe, wiatr łachmanami powiewa, nóżyny poranione od biegu, głód wyniszczył cię całkiem... Skąd sił znajdziesz, biedna dziecino?..
— Nie bój się orle siwy, ptaku królewski, oto, chociaż odzież moja podarta a nóżyny od kamieni i ciernia poranione, dojdę do staruszka szczęśliwie, bo w sercu mem litość dla ciebie ogromna, a i wiara, że szczęście osiągnę...
Poszedł Jasio, przebył góry i rowy przeskoczył, aż wynalazł chatkę maleńką, a w niej starca, jak gołąb siwego.
— O, staruszku, daj mi leków dla orła, który cud-królewny pilnuje... Poranione ma skrzydła i szpony stępione, lewe oko wybite... Walczył on z orłami,