Strona:Baśń o dobrej wróżce (1939).djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzucą motyki, zanim słońce skryje się za horyzontem, czar pryśnie.
— Nikt nie odważy się tego zrobić. Król Wróżek jest bardzo srogi i budzi postrach wśród swych poddanych. Nie ma władzy tylko nad dziećmi, ale przecież żadne dziecko nie zawędruje aż na Polanę Czarów — powiedziała Wróżka.
Nazajutrz rano opowiedziała Alma Jankowi, co mówił kruk. Postanowili nie zwlekając udać się na Polanę Czarów. Wróżka bardzo się zmartwiła, że odchodzą. Przyznała z żalem, że niewiele może im pomóc, bo Król Wróżek mściłby się na niej. I tak dokucza jej często za to, że się opiekuje zwierzątkami leśnymi, które powinny, jego zdaniem, wyginąć. Chciałby, żeby na świecie były tylko same dęby.

— Ale mogę wam służyć radą — dodała. — Idźcie przed siebie tą dróżką, aż dojdziecie do wielkiej polany. Ukryjecie się w krzakach aż do zachodu słoń-

19