Strona:Aspis - Adam i Ewa.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ewa.

Od tego nie żal już i kichnąć — doskonałe!

Adam.

Trzeba tu tylko poplądrować — to my tu coś dobrego nadybiemy.

Ewa.

To nic, ale ta waza, waza.

Adam.

Znowu waza (sadza ją na krzesło) Siedź mi tu i niech ci zły duch nie szepce do ucha (siada w krzesło.) Co to za rozkosz, gdyby człowiek w błocie leżał, nie byłoby mu tak miękko.

Ewa.

O, wielka mi rozkosz, już wolę moję chałupę, aniżeli te nudy.

Adam.

Co ty pleciesz, Ewo, nie bluźń....

Ewa.

Tam przynajmniej jestem sobie