Strona:Asnyk Adam - Pisma 03. Wydanie nowe zupełne.djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Może echa, co drzemią
W długim kolumn krużganku,
I marzenia, co legły,
Nim swej mety dobiegły,
Naszem przyjściem zbudzone pod ziemią
Dopowiedzą historyi poranku.

Pośród wonnych jałowców
Dumające widziadła,
Szepczą między zwaliska
Zapomniane nazwiska...
Pewnie przyjmą gościnnie wędrowców,
Nad którymi już przeszłość zapadła.

W Serapisa kościele
Złóżmy Lary rodzinne,
Może z nawy strzaskanej
Wyjdą słońca kapłany
Pytać się nas, co robim w popiele?
I czy słońce nie świeci nam inne?

A Kumejska Sybilla
Skryta w głębi pieczary,
Nad trójnogiem schylona
Krzyknie przez sen zdziwiona:
Czy się zjawił znów jaki Atylla?
Czy to tylko mordują Cezary?...