Strona:Asnyk Adam - Pisma 03. Wydanie nowe zupełne.djvu/179

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Tak wciąż w ludzkości ważą się kolejno
    Wiara w cel jasny z trwogą beznadziejną;
    Dwa sprzeczne z sobą mięszają się chóry
    Dwa różne twórczej odczucia natury,
    Dwa, z idealnej zrodzone tęsknoty,
    Wysokie duchów współczujących wzloty,
    Co jak dwa skrzydła w górę ludzkość niosą,
    Promienne światłem i łez lśniące rosą,
    A serca, wielką miłością trawione,
    W jednę lub drugą zwracają się stronę.

    Są takie, które przygniata i nęka
    Żyjących istot nieustanna męka,
    A groza walki, bezpłodność konania
    Cały ów błękit niebieski zasłania.
    W nich ból pokoleń dawno zmarłych płacze,
    I wszystkie świata schodzą się rozpacze,
    Wszystkie tytanów zbuntowanych kłótnie,
    By je rozdźwięczyć, jak żałosne lutnie,
    Wypełnić jękiem i rozstroić trwogą,
    Że ulżyć ludzkiej niedoli nie mogą,
    Więc nic dziwnego, że bólem nabrzmiałe
    Prometeuszów dzielą kaźń i chwałę.

    Są inne, które w srogim nieszczęść wichrze,
    Stają się coraz pokorniejsze, cichsze,
    Choć współczujące, przecież górą płyną
    Nad łez i nędzy posępną krainą;