Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/100

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Jeszcze za mgłami dzień krwawej sławy,
    Jeszcze nie w burzy spokojna łódź...
    Skromny salonik starej Warszawy,
    Białe panienki, w mundurach młódź...
    Ktoś o cesarzu wspomniał wzruszony,
    Ktoś z gwiazdą legii łzy otarł z lic —
    I księcia Reichstadt walc ulubiony
    Przywołał Jenę i Austerlitz...

    Stara gitara ze ściany wieje
    Szarfą koloru powiędłych róż,
    Akademika dziwne koleje
    Szemrzą mi struny zagłuchłe już:
    Świętsza od innych przyszła kochanka
    W złotej purpurze ognistych łun —
    I runął piorun! i Warszawianka
    Grzmiała z bijących, jak dzwony, strun!

    Echa od Francyi... Noc pełna grozy..
    Ze starych mogił strząśnięta pleśń...
    Słońcem nadziei tchnące obozy...
    Żołnierskim rytmem idąca pieśń...
    Gitaro! dokończ drugą połowę!
    Gitaro! akord ostatni twój!...
    Ktoś woła: «Dziewczę! bywaj mi zdrowe!...»
    Ktoś jęknął: «Żegnaj, o kraju mój!...»