Strona:Artur Oppman - Nowe przygody Janka Sowizdrzała.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Raz się Janek wkradł do sali,
W ręku młotek ma ze stali,
Stanął sobie u pianina,
Po swojemu grać zaczyna,
Po klawiszach wali młotem,
Z dzikim krzykiem i łoskotem.

Zwiększa siłę naumyślnie,
Co uderzy — klawisz pryśnie!
Co się dotknie jego ręka,
To w pianinie struna pęka,
Zepsuł całkiem sprzęt tak drogi
I jak zwykle, — dalej w nogi!


Wynaleźli go na strychu,
Gdzie się schował w kąt pocichu,
Choć się szarpie, choć się złości,
Wyciągnęli jegomości,
Znów od taty dostał baty
Niegodziwy Jaś kudłaty.

Zbrzydły wszystkim jego psoty,
Mama płacze ze zgryzoty,
Bo się musi ciągle wstydzić;
Nikt go w domu niechce widzieć.
Czy skaranie jakie Boże,
Że poprawić się nie może?