Strona:Artur Oppman - Nowe przygody Janka Sowizdrzała.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wielką kołdrę z domu wzięli
I pod słupem rozwinęli,
Czterech chłopów kołdrę trzyma,
A Jaś z góry zerk! oczyma,
I znów dalej w beki swoje,
„Ja się boję! Ja się boję!“

Wreszcie skoczył! Bogu chwała!
Łapią w kołdrę Sowizdrzała!
Upadł na nią w jednej chwili,
Aż się chłopi zatoczyli,
A pan Janek zapłakany
Smyrg! do domu, jak ścigany.


Wpadł do swego pokoiku:
Znów zbroiłeś coś, psotniku!
W piękną miskę w barwne kwiaty
Palnął w złości butem taty,
I ze strachu przed Justyną
Wlazł pod łóżko z głupią miną.

Gdy to Justka zobaczyła,
Aż za głowę się schwyciła,
„Taka szkoda! Taka strata!
Co też powie mama, tata?“
A Jaś nic się nie frasuje,
Tylko język pokazuje.