Strona:Artur Conan Doyle-Groźny cień.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


odparłem pojednawczo. — Za to nikt obcy nie przestąpi naszego progu, komuby nie udzielono kąta do spania, albo odmówiono chleba!






ROZDZIAŁ SZÓSTY.

Orzeł bez gniazda.

Jednakże ojciec przychylał się w tym wypadku raczej do zdania Horscroft’a i bynajmniej nie okazał chętnej gotowości względem zamiarów obcego. A przedewszystkiem mierzył go od stóp do głowy bezustannem, nieufnem i niezwykle badawczem spojrzeniem.
Lecz po chwili podsunął mu półmisek śledzi, zaprawionych octem, pan de Lapp objął je chciwem spojrzeniem i w kilka minut sprzątnął — dziewięć. Tu ojciec znowu nie umiał powstrzymać skrzywienia — nasze codzienne porcye ograniczały się do dwóch tylko sztuk na każdego. Nieznajomy tymczasem, z najobojętniejszą w świecie miną, obtarł wąsy i zaraz powieki jęły mu same opadać na oczy. Prawdopodobnie przez owe trzy dni nie spał wcale.
Wkrótce też zaprowadziłem go do przeznaczonego mu pokoju. Ubożuchna to była izdebka, przecież rzucił się na łóżko z rozkosznym uśmie-