Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


EPODOS.

Promienie słońca rodzinne —
Najcudniejszemi blaski złoćcie nieba stropy!
O nimfy bosonogie weselnemi stopy —
Poskoczcie w pląsy niewinne!
Demodoku, radosne śpiewaj nam melopy.
Pod dźwiękiem złotej liry, w długich, białych szatach —
W wieńcach laurowych i kwiatach —
Spartanki, przed ołtarzem bogów stańcie zgięte:
Niech zdrój jagnięcia krwi czystej,
Niechaj wonne kadzidło, głos chóru srebrzysty —
Uderzą w Olimp wieczysty,
By radować bogi święte!


DEMODOK.

Zakończcie wasze pieśni, niewinne dziewice —
Oto smutny niepokój i dziwne tęsknice.
Owionęły Heleny pobladłe oblicze...
W milczeniu więc jej troski czcijcie tajemnicze.
Drobne, lekkie żałości waszych dni kwiecistych
Rychło się rozpływają w obłokach przejrzystych.
A wasze słodkie łzy — są Nocy łzom podobne,
Któremi wszystkie kwiaty rankiem lśnią ozdobne.
Łatwo się rodzą, łatwiej jeszcze mrą. Jak rosa,
Jest wasz ból! Schnie, gdy słońce wejdzie na niebiosa.
Ale serce, przez które przeszły gniewne bogi,
Długo przechowa ranę swej boleści srogiej —
I z lubością ten obraz bezustanny goni
I z oczu łzy rozpaczy niewygasłej roni...