Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nierozumny, natychmiast musiałbyś odjechać
Spartę, Helenę, dom ten — i wszelkiej zaniechać
Mowy! Lecz gościa każą uczcić prawa boże!
Nie nadarmo płynąłeś przez szerokie morze,
Przez wichry szalejące i pustyń opary:
Pójdź — uczta już gotowa — lśnią złocone czary —
Posil się. — Ale jutro o świtaniu złotem —
Na rodzinny brzeg Ksantu wyruszysz z powrotem!


IV.
DEMODOK, PÓŁCHÓR KOBIET, PÓŁCHÓR MĘŻCZYZN.
CHÓR KOBIET.

Bogi — oddalcie zgrozę od królowej duszy —
Skończyła-ż się pogoda? Czy nas zima głuszy?
Drżę i w źrenicach moich łzami przepełnionych
Widzę — straszne cierpienia dni nieurodzonych.
Powiedz nam, mądry starcze, kochanku harmonii,
Drogi uczniu dziewięciu opiekunek Jonii,
Mów, Demodoku, święty przyjacielu bogów —
Czy wdal od naszych niebios, od Hellady progów —
Aby nas w czarnej smutku pogrążyć czeluści —
Helena — kłamiąc sobie — dom ojców opuści?


DEMODOK.

Sprawiedliwi bogowie, ludzkich losów sędzie,
Wiedzą, czy jutro złote czy też chmurne będzie: