Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Oto widać skłębione morskich fal odmęty
I z żaglem rozpostartym mkną ku nam okręty.


HELENA.

Więc weź swą opiekuńczą lutnię... Niech twe śpiewy
Ukoją nieśmiertelnych rodzące się gniewy...
O mądry, słodki starcze — kto pieśń twoją słyszy
W pomięszanym umyśle dozna błogiej ciszy.
Wlej w me serce stroskane, śpiewaku Meonii,
Udział bogów, pokoju rozkosz i harmonii,
A wy, spartańskie dziewy, dni mych towarzyszki
Pieściwie mię otoczcie swojemi uściski. —


DEMODOK.

Ziemio o kwietnem łonie, wszechrzeczy rodzico
Którą ocean falą całuje miłosną...
Niechaj wiosenne róże na twej skroni świecą —
O synu Hyperyona — lśnij zorzą radosną!

Nachylcie, góry Grecyi, szczyty swe prorocze,
Laury, oliwy, klony i zielone trzciny.
Skryjcie przed całym światem w swych gęstwin pomrocze
Łabędzia, co swą piersią pruje wód głębiny.
Fale go owionęły całunkiem lubieżnym
I oblały mu łono strugą pereł srebrną —
Wiatr balsamiczny wieje w skrzydeł ruchu śnieżnym,
On mknie — święty swą ciszą i dumą podniebną.
Dziewice, igrające na murawie bliskiej,
Drżyjcie! Łucznik delijski wyjął strzały swoje,
By z dębu rzucać na was złote swe pociski:
Rozwiążcie waszych sukien długie białe zwoje!