Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dźwięk liry twej, skąpanej w blaskach i nadziejach.
Bo trwoga, co mi w duszę wpływa coraz smutniej
Nie ucichła na dźwięki twojej złotej lutni. —
I od chwili, gdy płynąc ku zielonej Krecie,
Atrydes mię opuścił, jakiś strach mię gniecie,
A w sercu zamieszkało z bogów rozkazania —
Jakieś czarne przeczucie, pełne pożegnania.


CHÓR KOBIET.

Córo Ledy, nie lękaj się. Próżna twa trwoga
I pamiętaj, że w żyłach płynie ci krew Boga.
Chlubo Grecyi, Heleno, pięknością promienna,
Nie kuś losu, bo droga jego wiecznie zmienna.


HELENA.

Po przez fale błękitne, jakaż moc poniosła
Na brzeg dalekiej wyspy twoje lekkie wiosła,
Mężu mój! Czemuż za twym nie pobiegłam krokiem?
Może już nie obaczę ciebie łzawem okiem?
O, błagam cię, Pallado, bogini surowa,
Która gardzisz Erosem, dla której cześć chowa —
Gród Atenów — dziewico w pancerzu zwycięztwa,
Och roń me drżące serce od krzywoprzysięstwa.
A ty, ogniu wewnętrzny, darze Afrodyty,
Ucichnij, ty, co życie palisz mi niesyty!


CHÓR KOBIET.

O, uśmiechnij się jeszcze, baw się w naszem gronie —
Królowo! wróci Atryd mężny ku swej żonie —