Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I tylko przebudzone śród mroków zasłony,
Pełzają w trawie lśniące olbrzymie pytony,
Pantery w muskularnym, szybkonogim tanie,
Gonią w gęstwinie leśnej trwożne, młode łanie.
A na brzegu pobliskim tygrys wielopręgi
Wstał i rykiem ogłasza grozę swej potęgi.
Gdy niebo rozwijało swe gwiaździste sploty,
Noc słała tajemnicze łoże w fali złotej,
A miesiąc w widnokręgu schylając swe szale,
Na czarne łąki zlewał swych blasków opale;
Lotosy otwierały na wody szmer cichy
Przezroczyste swe, przez noc zwiększone kielichy...
Czyste powietrze wokół zapach róż rozlewa
I od miękkich rozkoszy zda się, że omdlewa.
Rój szmaragdowo złotych muszek tysiąckrotny,
Lśnił, jak gwiazdki śród trawy ciepłej i wilgotnej...
A bramini płakali od swych cierpień mocy.

Jest roślina, co w głębiach zakwita chwał Nocy —
Płacz wielki, nieskończony, nieznane cierpienie,
Co ucieka od ziemi i dąży w przestrzenie —
Westchnienie globu wieczną błądzącego drogą,
Które tylko westchnienia ludzi zgłuszyć mogą.
Westchnienia ludzi, straszne i ponure głosy,
Potężniejsze, niż jęków, łez pełne niebiosy!
Okrzyki duszy, serca dręczonego łkania,
Kto was słucha bez drżenia i bez zmiłowania?
Kto, słabości szlachetna, łez w dani nie złoży
Tobie, duchu raniony ostrzem igły bożej?
Kto cię nie zna, kto nie był w twych szponach straszliwych,
I, nie ustając nigdy, w żądzach niemożliwych,
W pomrukach nocy, która nigdy się nie kończy,
Tylko w wzniosłem marzeniu z wszechbytem się łączy?